Abaja i arabski ubiór
Kolejny post postanowiłam
poświęcić jednemu z bardziej kontrowersyjnych aspektów życia w Arabii – ubiorowi.
Większość ludzi spoza KSA z którymi rozmawiam jest ciekawa tego tematu. Bez wątpienia niewiele jest krajów na świecie,
które regulują ubiór obywateli do tego stopnia co Arabia Saudyjska. Błędnym
mniemaniem jest natomiast fakt, że prawu temu podlegają wyłącznie kobiety.
Restrykcje obowiązują również jeżeli chodzi o strój męski. Co prawda, noszenie tradycyjnych
strojów przez mężczyzn nie jest nakazane przez prawo, ale niedozwolone są np. krótkie
spodnie ani pokazywanie ramion.
Tradycyjną męską tunikę (thobe) większość mężczyzn nosi wraz z kefiją – biało-czerwoną hustą na głowie,
przewiązaną czarnym
sznurem. Biała tunika jest szczególnie wygodnym i przewiewnym strojem na pustynne upały.
Saudyjscy mężczyźni noszą ją z wielką dumą. Nigdy jeszcze nie zdarzyło mi się
spotkać nikogo w brudnej lub źle wyprasowanej thobie. W stroju tym mężczyźni wyglądają bardzo
dostojnie. W połączeniu z dbałością o wizerunek, typowy Saudyjczyk może
zaimponować wyglądem niejednej zachodniej kobiecie.
Saudyjki i
wszystkie inne kobiety przebywające na terytorium kraju podlegają nakazowi
noszenia abaji, długiej luźnej sukni, zwykle w czarnym kolorze. Ten ciemny strój, w przeciwieńswie do męśkiego nie jest idealny na letnie upały. Wyobraźcie sobie poruszanie się w czarnym ubraniu w pięćdziesięciostopniowym upale!
Kolor damskich ubrań zależy od regionu. Miasto Dżudda jest pod tym względem mniej konserwatywne. Tam kolorowa abaja jest akceptowana. Co ciekawe, w ciągu niespełna dwóch lat spędzonych w Rijadzie sama zauważyłam pozytywną zmianę pod względem ubioru. Od ostatniego roku coraz częściej widuje się kobiety w abajach innych niż czarne. Również w sklepach sprzedaje się coraz więcej tych bardziej kolorowych. Nie nazwałabym tego jeszcze rewolucją, ale małymi kroczkami ku otwartości społeczeństwa.
Kolor damskich ubrań zależy od regionu. Miasto Dżudda jest pod tym względem mniej konserwatywne. Tam kolorowa abaja jest akceptowana. Co ciekawe, w ciągu niespełna dwóch lat spędzonych w Rijadzie sama zauważyłam pozytywną zmianę pod względem ubioru. Od ostatniego roku coraz częściej widuje się kobiety w abajach innych niż czarne. Również w sklepach sprzedaje się coraz więcej tych bardziej kolorowych. Nie nazwałabym tego jeszcze rewolucją, ale małymi kroczkami ku otwartości społeczeństwa.
W tamtym tygodniu zrobiło się głośno na temat wypowiedzi
jednego z naczelnych duchownych muzułmańskich. Sheikh Abdullah al-Mutlaq’a
stwierdził, że według nauk Koranu kobiety muszą ubierać się skromnie, ale to
niekoniecznie znaczy, że muszą nosić abaje. Jak się okazuje 90% muzułmanek na
świecie nie nosi abaji, tak więc zdaniem duchownego, rząd Arabii Saudyjskiej
nie powinien tego nakazywać. Miejmy nadzieję, że wypowiedź ta zapoczątkuje
akcje w celu rozluźnienia obowiązującego prawa.
W Arabii nie ma obowiązku
zasłaniania przez kobiety głowy, ani tym bardziej twarzy. Zasłanianie ich wynika
z tradycji kulturowej i religijnej. Mimo to prawie wszystkie Saudyjki noszą
hidżaby (nakrycie głowy), a zdecydowana większość także nikab – zasłonę na
twarz, która odsłania jedynie linię oczu. Mały procent najbardziej
konserwatywnych kobiet nosi burkę –chustę zasłaniającą również oczy. Zasłona na
oczach jest zrobiona z cienkiego materiału tak, aby kobieta mogła przez nią widzieć, jednakże pole
widzenia jest ograniczone. Czasami można też spotkać kobiety, które (jakby
burka nie była już szczytem konserwatyzmu) noszą czarne rękawiczki zasłaniające
dłonie.
Jeżeli chodzi o sam
nikab, to przed przyjazdem do tego kraju kojarzył mi się raczej ze zniewoleniem
kobiet. Dopiero tutaj zmieniłam zdanie. Zrozumiałam, że jest to element
kulturowy Saudyjek, który noszą zgodnie z ich tradycją i wierzeniami. Kiedyś
też przeczytałam takie ciekawe sformułowanie, że w kulturze w której
pokazywanie twarzy (a tym bardziej włosów) przez kobiety uchodzi za
nieprzyzwoite, noszenie nikabu daje im wolność do poruszania się, a nawet pracy
w przestrzeni publicznej pośród obcych mężczyzn, bez narażania na szwank swojej
przyzwoitości. Gdyby nie możliwość noszenia nikabu i hidżabu większość kobiet,
które wychowały się w tej kulturze pewnie wcale nie wychodziłoby z domu. Jak to
kiedyś wytłumaczyła mi koleżanka muzułmanka, według nauki Koranu, kobieta nie
powinna prowokować mężczyzn do niegodziwych uczynków przez pokazywanie swojej
urody.
O dziwo w kraju tym można
mówić o modzie i trendach. Chociaż stój w miejscach publicznych dla kobiet ogranicza
się do Abaji i nakrycia głowy, Saudyjki cieszą się nieograniczonym wyborem
elementów strojów takich jak buty czy torebki. W galeriach handlowych jest cała
masa sklepów z akcesoriami. I o ile skromna Muzułmanka nie powinna obnosić się
z biżuterią, o tyle już np. zegarek, nawet najbardziej szykowny jest
powszechnie akceptowany. Centra handlowe
pełne są sklepów z „normalną” odzieżą, które kobiety noszą zwykle w domu lub
miejscach dostępnych wyłącznie dla kobiet. Pamiętam jak pierwszy raz
odwiedziłam sklep Victoria Secret w Rijadzie i jakie było moje zdziwienie kiedy
zobaczyłam zakryte od stóp do głów Saudyjki kupujące wyszukaną bieliznę. Co za
kontrast kulturowy!
Moje przygoda z Abają
zaczęła się dość niezręcznie. Przed przyjazdem do Arabii odbyłam długą rozmowę
z saudyjskim oddziałem HR naszej firmy. Wtedy też wytłumaczono mi, że przyjeżdżając
tutaj muszę nosić długą luźną suknię we wszystkich miejscach publicznych,
włączając moje przyszłe biuro. Aczkolwiek zapewniono nie, że nie musi być
czarna. Poinformowano, że jako przyjezdna nie muszę zakrywać głowy.
Nie wiem dlaczego, ale
jakoś mało przeraził mnie fakt noszenia innego stroju niż w dotychczas. Od
początku wydawało mi się, że to nie jest najgorsza rzecz do jakiej będę się
musiała dostosować. Z resztą, jestem przyzwyczajona do specjalnego ubioru w
pracy. Na budowie, zwłaszcza w Anglii na kolejach obowiązuje pełny stój
odblaskowy, włączając spodnie. Nosząc go, kobieta raczej nie wygląda
atrakcyjnie. Również w każdym biurze w którym przyszło mi pracować obowiązywał jakiś
dress-code, od formalnego do smart-casual.
No więc nie przejęłam się
zbytnio myślą o abaji. Planowałam kupić ją przed wyjazdem w jednej z muzułmańskich
dzielnic Londynu, ale niestety nie znalazłam czasu. Przeczesując internetowe
blogi dowiedziałam się, że na terytorium lotniska, dozwolony jest „zachodni”
ubiór. Po za tym JD wyjechał do Arabii dwa tygodnie przede mną i umówiliśmy
się, że kupi mi abaję już na miejscu, zanim przyjadę.
Dla przezorności
do Riyadu przyleciałam skromnie ubrana, zakryta od szyi w dół, ale i tak nawet
na lotnisku czułam, że wszystkie oczy skupione są na mnie. Oczywiście
odmienność wyglądu (jasna cera i blond włosy) zawsze będzie przyciągać
spojrzenia w krajach o innych typach urody. Okazało się także, że jako jedyna
kobieta nie miałam na sobie długiej, czarnej sukni.
Po powitaniu
przez męża dowiedziałam się, że niestety nie miał czasu ani głowy do szukania
sklepu z abajami i żadnej dla mnie nie ma. Tak więc lekko przestraszona, bez
abaji pojechałam do compoundu w którym nas zakwaterowano.
Compoundy
zwolnione są z nakazów saudyjskiego prawa i tutaj nawet bikini nie jest
zabronione. Miałam tylko jeden dzień wolnego przed rozpoczęciem pracy. Wysłałam
więc męża na abajowe zakupy. To niestety okazało się trudniejsze niż
myśleliśmy. Wtedy jeszcze w ogóle nie znaliśmy miasta, nie mieliśmy nawet
internetu w willi, do której dopiero co się wprowadziliśmy. Mąż wciąż czekał w
pracy na przydzielenie samochodu. Nie znaliśmy prawie nikogo w Riyahdzie, tym
bardziej żadnej kobiety. Do tego był to czas Ramadanu. Wszystkie sklepy w dzień
pozamykane. Compound był opustoszały. Można w nim było spotkać jedynie obsługę.
Niestety byli to sami mężczyźni niemający pojęcia gdzie się kupuje abaje. W
nocy, gdy otwarli sklepy JD wziął taksówkę i tak zwiedził kilka centrów
handlowych. Ku mojej rozpaczy nie znalazł ani jednego sklepu z abajami! Jedyne
co udało mu się kupić to czarny długi sweter w Zarze, nieprzypominający za nic stroju jaki noszą Saudyjki...
Tak więc następnego
dnia, totalnie załamana poszłam do pracy bez abaji, w czarnym swetrze
sięgającym kolan, czarnych spodniach i czarnej wełnianej bluzce - jedynej jaką miałam w tym kolorze. Temperatura na zewnątrz wynosiła 50 stopni. W
biurze z klimatyzacją około 30. Czułam się jak kurczak w mikrofalówce. Z racji pierwszego
dnia przedstawiano mnie wszystkim osobom w firmie, a ja nie mogłam się na
niczym skupić i prawie nic nie zapamiętałam. Moją jedyną myślą był powrót do domu i
zdjęcie tych okrutnie ciepłych ciuchów.
Teraz chce mi się z tego śmiać, ale wtedy o mało co się nie popłakałam! 😊
Najgorsze miało jednak dopiero nadejść. Dowiedzieliśmy
się wreszcie w którym z centrów handlowych sprzedają abaje, a, że JD stwierdził
stanowczo, że sam już nie jedzie i najlepiej będzie jeśli to ja wybiorę
odpowiedni strój, wybraliśmy się więc razem.
Oczywiście znowu byłam ubrana w ten sam czarny sweter.
Nie pamiętam kiedy jeszcze było mi tak głupio jak wtedy!
Na wstępie do centrum handlowego zaczepił mnie ochroniarz, wytykając nieodpowiedni
strój. Szybko wytłumaczyłam, że dopiero przyjechałam do Rijadu i nie zdążyłam kupić
abaji. Mężczyzna ku mojemu miłemu zaskoczeniu tylko się uśmiechnął i powiedział,
że on nie ma z tym problemu, ale żebym lepiej się pospieszyła gdyż może mnie
zobaczyć policja religijna (Muttawa) i wtedy dostanę mandat. Szczerze mówiąc odetchnęłam ulgą! W najgorszym razie dostanę mandat. Perspektywa ta nie była aż tak straszna jak myśli o publicznej chłoście, jakie chodziły mi po głowie po obejrzeniu filmów dokumentalnych o Arabii, zrealizowanych kiedyś przez BBC...
W środku wielkiej, eleganckiej galerii wszyscy parzyli na
mnie zszokowani. Może to zabrzmieć nieprawdopodobnie dla ludzi z zewnątrz, ale
w Arabii kobieta bez abaji budzi takie samo zdziwienie jakie mogłaby budzić tam
Polka przechadzająca się po ulicy w bikini. Czułam na sobie spojrzenia
wszystkich w około! Jak na nieszczęście nie mogliśmy znaleźć
sklepu, o którym wyczytałam w internecie. Było tam całe mnóstwo butików z
„normalnymi” ciuchami ale ani jednej abaji. Chodziliśmy więc po kompleksie tam i z
powrotem prawie godzinę, zestresowani na maksa. JD chyba panikował nawet
bardziej niż ja. W tym kraju to właśnie na mężu spoczywa odpowiedzialność za
przyzwoite zachowanie żony. Tak więc mąż prawie załamany miał przed oczami
saudyjski areszt! 😊
Ostatecznie weszliśmy do sklepu z damskimi ubraniami i
zapytaliśmy ekspedienta o abaję. Ten trochę się zmieszał i powiedział, że nie
ma pojęcia gdzie się je kupuje. Zapewne jednak, widząc naszą rozpacz, postanowił nam
pomóc. Zadzwonił więc po siostrę, która zjawiła się w sklepie po kilku
minutach. Przemiła Saudyjka, (oczywiście zasłonięta od stóp do głów), mimo, że
nie mówiła po angielsku pokazała nam drogę. I tak też, schowany w samym rogu
olbrzymiego kompleksu handlowego, był poszukiwany przez nas sklep!
Moja radość została jednak szybko przygaszona gdy
zobaczyłam ceny. Zupełnie przypadkowo trafiliśmy do jednego z
najdroższych sklepów w z abajami w Rijadzie. Ceny za sztukę wahały się od 500 do
ponad 1000 SAR, a na czarnych sukniach widniały metki Gucci i Dolce Gabbana. No ale nie było wyjścia. Tak oto kupiłam
najdroższą abaję w mojej szafie! I... szczerze? Nie żałuję. Tą konkretną suknię nosiłam i prałam już pewnie setki razy i wciąż wygląda jak nowa. Jak to ludzie mawiają
w Anglii: „najdroższe są ubrania których się nie nosi”.
Teraz mam całą
kolekcję abaji, w różnych kolorach, z przewagą czarnego. Materiał z którego uszyte są suknie robi
wielką różnicę, zwłaszcza przy temperaturach w lecie. Dlatego osobiście polecam
nie oszczędzać pod tym względem.
A gdzie można ją
kupić? Oto kilka wskazówek:
- Jednym z miejsc, gdzie jest największy wybór abaji jest Sweigh Trading Market – tradycyjny arabski souq w dzielnicy Batha. Są tam dziesiątki sklepów sprzedających wyłącznie części ubioru dla kobiet. Ceny 50-100 SAR. Jakość bazarowa :)
- Jest fajny sklep w pobliskim od mojego compoundu Granada Mall. Abaje dobrej jakości, nieprzesadnie drogie, ale też nie najtańsze – około 200-300 SAR. Sklep znajduje się na drugim poziomie galerii, na lewo od głównego wejścia, za sklepami z biżuterią.
- Dwa razy kupiłam też abaję przez internet z Tureckiego sklepu Modanisa. https://www.modanisa.com/en/. Ubrania są raczej średniej jakości ale za to bardzo duży wybór abaji w różnych kolorach.
Nie polecam ubierać
się w Rijadzie w zbyt ekstrawaganckie kolory. Właśnie w Modanisie kupiłam
prześliczną turkusową suknię. W mojej pracy nie ma problemu z noszeniem ubrań w
różnych kolorach, natomiast problem zaczął się kiedy wybrałam się w niej w
miejsca, gdzie nie widuje się zbyt wielu expatów. Gdy pojawiłam się w turkusowej
abaji w supermarkecie Panda okazało się, że przyciąga ona niespodziewaną
uwagę. Mężczyźni w sklepie nie mogli się napatrzeć na kobietę ubraną w
„wyzywające” kolory. Kilku mężczyzn podążało za nami krok w krok podczas
zakupów. Nie zniechęcał ich nawet fakt, że byłam z mężem. JD podszedł nawet do
nich, przywitał się i zapytał czego od nas chcą. Niestety nie mówili po
angielsku i oczywiście nie przestali się we mnie wpatrywać! ...Może i nic takiego złego się nie wydażyło, ale nie było to zbyt przyjemne doświadczenie.
Poniżej
zamieszczam zdjęcia mieszkańców Rijadu. W większości zrobione zostały "cichaczem" z telefonu, tak, aby nikogo nie urazić. Saudyjczycy na ogół cenią
sobie prywatność i nie lubią być fotografowani.
![]() |
| Główne wejście do Granada Mall |
![]() |
| Diriyah |
![]() |
| Turyści na Kingdom Tower |
![]() |
| Danube Supermarket |
![]() |
| Panorama Mall |
A na koniec dla kontrastu wystawa sklepowa, z sukniami wieczorowymi w Panorama Mall!








Komentarze
Prześlij komentarz