Odkrywanie pustyni #3: Murubeh Cave - jaskina ukryta wśród wydm
Od czasu przyjazdu do Arabii zastanawiałam się, co interesującego może skrywać w sobie pustynia. Z opowieści mieszkających tutaj ludzi słyszałam, że jest ona pełna ciekawych miejsc, niepoznanych jeszcze przez turystów, którzy nie maja latowego wstępu do kraju. Być może znają je niektórzy Saudyjczycy, ale nie jest szczególnie popularna. Styl życia tubylców koncentruje się z reguły wokół domu i rodziny.
Osobiście nie dziwi mnie, że tubylcy nie odwiedzają pobliskich pustynnych atrakcji. Pochodzę z turystycznego
regionu w polskich górach i muszę przyznać, że zwykle w moich rodzinnych stronach, okoliczni mieszkańcy są ostatnimi
osobami które urządzają sobie wycieczki na słynne szczyty. Tak samo jest w Rijadzie. Z braku regularnych turystów na pustynię zapuszczają się głównie expaci. Tylko okazjonalnie można tam
zobaczyć Saudyjczyków i to jedynie w pobliżu najbardziej znanych atrakcji...
Odkrywanie pustyni w
naszym wypadku rozkręcało się powoli, i ciągle jeszcze czuję, że się pod tym
względem uczymy. Przez pierwszy rok pobytu w Arabii nie mieliśmy samochodu
terenowego. Mieliśmy za to sporo szczęścia poznać tutaj bardzo przyjaznych i otwartych
ludzi, z którymi od czasu do czasu jeździliśmy na wycieczki. W Rijadzie
działają też grupy organizujące wycieczki dla expatów, przeważnie za opłatą.
Kilka razy wybrałam się na takie wypady z jedną z grup. Zwykle jest to dobry
sposób na poznanie nowych ludzi i odkrycie ciekawych miejsc. Mnie jednak z biegiem
czasu zmęczyły wycieczki w towarzystwie ok.100 osób. Również grupy te zwykle
obierają sobie kilka stałych miejsc docelowych. Można je zobaczyć raz, ale
niekoniecznie chce się tam wracać.
Dzięki pierwszym wypadom
na pustynię odkryliśmy skaliste doliny, klify i księżycowe krajobrazy. Wtedy przyszła mi do
głowy myśl, że taki skalisty kraj na pewno kryje w sobie jakieś warte
zobaczenia jaskinie. Zaczęłam więc przeczesywać internet w poszukiwaniu informacji
na ten temat. Co się okazało, jaskinie jak najbardziej nie są tutaj rzadkością,
ale informacje o nich (zwłaszcza po angielsku) są szczątkowe. Przez przypadek
natknęłam się na raport geologiczny wykonany w 2003 roku na zlecenie rządu, o dziwo zagubiony w internecie i dostępny dla
każdego. Raport przygotowany został w celu zbadania arabskich jaskiń pod kątem
potencjału turystycznego. Dokument opisuje kilka wartych uwagi jaskiń w „niedalekiej”
odległości od Rijadu. Przy czym „niedalekiej”
w tym kraju znaczy 2-3 godziny jazdy samochodem.
Około 230 km na
północny-wschód od stolicy kraju położony jest płaskowyż, zbudowany ze skał
wapiennych. Jest to płaska rozległa pustynia z lokalnymi wydmami piaskowymi. W
rejonie tym występuje sporo jaskiń. Zauważenie większości z nich nie jest łatwe.
Wejście to zwykle wąski otwór gdzieś w głębi skalnego płaskowyżu. Otwory są w
rzeczywistości kilkumetrowymi pionowymi szybami, prowadzącymi do dużych komór zlokalizowanych
poniżej poziomu terenu. Dostęp do takich jaskiń wymaga asekuracji i bez
wątpienia nie jest przeznaczony dla amatorów naszego kalibru. Dlatego też na
pierwszy wypad wybrałam relatywnie łatwą w dostępie jaskinię – opisaną jako
Murubeh Cave, lub też Dahl Shawiyah.
Niestety autorzy raportu
nie podają współrzędnych do zbadanych przez siebie miejsc. Jedyne wskazówki
dotyczące położenia Jaskini Murubeh to: „3.5 km na północ od miasteczka
Shawiyah” i „2.3km na wschód od drogi prowadzącej do Rumah”.
Z pomocą w określeniu
dokładnej lokalizacji przyszedł kolega z pracy, który podesłał nam linka do saudyjskiej
internetowej mapy pustyni. Bez znajomości arabskiego ciężko się to czyta,
ale jakoś po zdjęciach udało nam się wydedukować który z symboli przestawia
Murubeh.
Dojazd z
Rijadu do tego miejsca powinien zająć około 2 godziny. Jednakże z moją kiepską nawigacją i stylem
jazdy JD (który raczej nie przekracza ograniczeń prędkości), jechaliśmy 3 godziny.
Od miasteczka Shawiyah, trzeba kontynuować jeszcze przez 4km na północ. Po
drodze można podziwiać dostojne, białe wydmy i stada wielbłądów. Skręciliśmy w
pustynię na wschód, zaraz za granicą wydm gdzie zaczyna się bardzo fajny
odcinek płaskiego jak deska terenu. Muszę przyznać, że jest w tym coś pięknego
kiedy można gnać przed siebie na super płaskiej przestrzeni jak okiem sięgnąć.
Krajobraz jak z Mad Maxa!
Błądziliśmy
w poszukiwaniu Murubeh Cave przez około godzinę. Nie łatwo ją wypatrzeć nawet z
dość bliskiej odległości, nie ma tam żadnego wzniesienia, tylko niecka w idealnie równym teranie. Tak wygląda to miejsce z odległości
kilkudziesięciu metrów:
Ku naszej
radości za betonowymi barierami krył się nasz cel podróży!
Wyposażeni
w amatorskie latarki ruszyliśmy odkrywać nieznane! Z przezorności ubrałam kask
z budowy. Nie był jednak potrzebny. Jaskinia okazała się bardzo przestronna!
Niestety początkowa radość szybko prysła. Wejście nie jest przyjemne -dużo
osypującego się piachu i ostre skały. Tuż na wprost od wejścia znajduje się duża
komnata. W jej wnętrzu panuje przyjemny chłód, a do środka dociera trochę słonecznego światła. Pomyśleliśmy ze byłoby to ciekawe miejsce na BBQ w upalne lato. Jak
się okazało nie my jedni. Niestety, jak w większości saudyjskich atrakcji, i
tutaj widać ślady ludzi i graffiti na ścianach, ale bez paniki, to nic w porównaniu z Heet Cave!
Na prawo
od pierwszej komnaty znajduje się wąski korytarz prowadzący w dół. Tam już robi
się zupełnie ciemno. Pozytywny dreszcz emocji przerodził się w panikę, a moja
lekka klaustrofobia przypominała o swoim istnieniu. Szczerze? Nie było miło się
tam zagłębiać. No ale jakoś nie pasowało nie spróbować po przejechaniu tylu
kilometrów! A co zobaczyliśmy tam na dole? Powiem tylko że... coś
niesamowitego! Po zejściu około 15m znaleźliśmy się w jeszcze większej komorze,
która okazała się pokryta białymi kryształami. Chociaż kryształ może być tutaj
mylącym słowem. Powinnam raczej powiedzieć biały, mieniący się osad na ścianach
i suficie. Jaskinia cała skrzy się w świetle latarki, co robi niesamowite
wrażenie. Poniżej zamieszczam zdjęcia,
jednak przy takim ograniczonym świetle nie oddają one rzeczywistości.
W
zakamarkach dolej komnaty odkryliśmy też sporo kości. Ludzkich kości. Normalnie
spanikowałabym na taki widok i wybiegła z hukiem z jaskini, ale na szczęście już
wiedziałam czego możemy się tam spodziewać z przeczytanego raportu, więc pełny
luz 😊
Co ciekawe, Arabowie ogólnie nie lubią jaskiń.
Według ich wierzeń są one zamieszkane przez Dżinny, czyli złe duchy... być może
dlatego nikt się tam nie zapuszcza!
Lokalizacja jaskini: Murubeh Cave
Osobiście chciałabym tam
wrócić. Na pewno z mocniejszym oświetleniem, aby lepiej zobaczyć piękno tej jaskini. Mam też nadzięję, że uda nam się wybrać do kolejnych takich miejsc na
płaskowyżu. Z tego co czytałam, jest tam też ciekawa i łatwo dostępna jaskinia,
zamieszkała przez setki gekonów. Ale szczerze, chyba już wolę widok kości od setek
jaszczurek biegających nad głową!
Zdjęcia wnętrza jaskini - niestety nie najlepsza jakość tym razem 😒












Komentarze
Prześlij komentarz