Jak to się zaczeło - dlaczego właśnie Arabia?
Pochmurny deszczowy wieczór na przedmieściach
Londynu. Jak zawsze dojazd z pracy do domu zajmował mi ponad półtorej godziny.
Rano podobnie. W sumie 3 godziny dziennie spędzone na dojazdach z domu do pracy
i z powrotem - w pociągu i zatłoczonym po brzegi metrze. Kto nie doświaczył
londyńskiego metra w godzinach szczytu ten może żyć szczęśliwy i beztroski.
To miasto i życie w Wielkiej Brytanii minie przytłaczały. Nawet po 5 latach tam spędzonych wciąż czułam się tam nie u
siebie. Zarobki były dobre, w porównaniu do Polski, ale nawet przy wypłacie
wyższej niż średnia krajowa poziom życia nie był rewelacyjny, w wielu aspektach
gorszy niż w Polsce.
Tysiące, miliony ludzi, „commuters”,
spędzający znaczną cześć życia w środkach komunikacji miejskiej, upchani jak
sardynki, próbowali zabić czas gapiąc się w smartfony lub czytając codzienny
chłam w gazecie Metro.
Pracowałam jako szefowa zespołu projektowego w
sektorze kolejowym. Była to jak na Anglię dobra posada, w korporacji. Zespół
ludzi, którymi przewodziłam, jakoś mnie nie znienawidził a nawet polubił z biegiem
czasu. Praca nawet ciekawa, dużo się działo, sporo stresu, ale nigdy nie było
nudno. Pomimo, że odwalałam ciągle bezpłatne nadgodziny, a zarobki nie
pozwalały na oszczędności, można by rzec wszystko nieźle szło i rozwijałam się
zawodowo.
Ale zżerała mnie rutyna i brak wolnego czasu,
myślałam o zmianie, o ciepłym kraju i słońcu, którego w Anglii jak na
lekarstwo. Wpadłam do domu, jak zawsze zmęczona na maksa. Myśląc jak bardzo mam
dość mojej pracy i szarego życia w Londynie.
I tu nagle pojawiła się okazja nie do
odrzucenia.
JD mój mąż, również inżynier w tej samej firmie (poznaliśmy się w pracy kilka lat temu), w tamtej chwili spojrzał na mnie jakby
wygrał w totolotka.
– Słuchaj od jakiegoś czasu powtarzasz że w
Londynie Ci się nie podoba –zaczal jakby miał ujawnić niesamowitą niespodziankę
– rozmiawiałem z kolegą który wyjechał na zagraniczny kontrakt, tak się składa
że mają dużo otwartych pozycji dla inżynierów. Wspomniałem wstępnie o nas i od
razu powiedzieli, że byliby bardzo zainteresowani zatrudnieniem nas obojga.
–O super! A gdzie ten kontrakt?
– To... Rijad, w Arabii Saudysjkiej.
– Rijad?! – Tak słyszałam, że nasza farma ma
tam duży projekt metra i ale bardzo niewiele osób odważyło się tam wyjechać. Do
tej pory nie interesowałam się zbytnio tą częścią Świata, ale wiedziałam, że jest
to kraj w którym publicznie wykonuje się kary śmierci a kobiety mają zakaz
prowadzenia samochodów.
– W zasadzie – JD kontynuował – już podesłałam
twoje CV i dyrektor techniczny jest bardzo zainteresowany...
– Co?!
– Mówił, że kobiety też tam pracują...
– Tak, ale na pewno nie dużo??
– No... mniej niż 1%...
Natępne dni spędziłam na intensywnym czytaniu
wszelkich informacji o Arabii Saudyjskiej jakie mogłam znaleźć, blogi, fora,
szczególnie opinie kobiet rezydentek. I tutaj muszę podkreślić jak bardzo
przydały mi się te informację do podjęcia decyzji o wyjeździe. Dlatego też
posatanowiłam sama otworzyć błoga, a nóż ktoś kiedyś też skorzysta z opisu moich
doświadczeń.
Ku mojemu wielkiemu zdziwieniu, kobiety
mieszkające w Rijadzie i opisujące swoje przeżycia, nie wyglądały na ciemiężone
i w skrajnej depresji. Wręcz przeciwnie, to co przeczytałam bardzo mnie
zaintrygowało i rozpaliło dalszą ciekawość. Postanowiłam spróbować na własnej
skórze....


Komentarze
Prześlij komentarz