Praca w Rijadzie. Cz. 1
Proces aplikowania o wizę zajął sporo czasu. Nie dlatego, że jest jakoś szczególnie skomplikowany. Problemem jest podejście samych Saudyjczyków do pracy. Jak w innych krajach arabskich i tutaj dominuje podejście „Inshallah”, co można przetłumaczyć na „jak Bóg pozwoli” lub "nic się nie zdarzy bez woli boskiej". W praktyce oznacza to uznanie wpływu siły wyższej na wszystkie aspekty życia. Jeśli coś się nie udaje, to taka widocznie jest wola Boga. W praktyce takie podejście zwalnia ludzi z odpowiedzialności za własne poczynania, w tym za wykonanie obowiązków w pracy.
W chwili obecnej rząd kładzie nacisk na jak największe zatrudnienie obywateli. Firma prowadząca projekt w Arabii zobowiązuje się do określonej liczby Saudyjczyków przypadających na resztę zatrudnionych. Jest to tzw. procent saudyzacji (Saudasation). Ponieważ zawody techniczne nie są zbyt popularne w Arabii, w firmach inżynierskich określony procent saudyzacji jest osiągany poprzez obsadzanie Saudyjczyków na wszelkich stanowiskach administracyjnych, HR i w finansach.
Okazało się że saudyjski HR jest najmniej efektywnym i pragmatycznym tworem, jaki kiedykolwiek widziałam w jakiejkolwiek firmie. To jest niestety jedna z największych bolączek i minus pracy z Saudyjczykami.
Wszelkie sprawy administracyjne zajmują kilkakrotnie więcej czasu niż w Europie. Doświadczenia wszystkich expatów są w tej kwestii podobne. Każdą najmniejszą pierdołę trzeba załatwić samemu. Ludzie odpowiedzialni za dane kwestie są ostatnimi osobami zainteresowanymi ich załatwianiem. Nie wiem, ile czasu słyszeliśmy, że coś już jest załatwione lub będzie, ale zwykle nic z tego nie wynikało.
Wygląda to mniej więcej tak: pojawia się prośba o jakiś pilny papier, została pozytywnie przyjęta przez HR, który obiecuje dostarczyć go niezwłocznie. Mija pierwszy tydzień – nic się nie dzieje. No więc przypomnienie do HR i kolejna obietnicą załatwienia sprawy. Mija drugi tydzień i znowu brak rezultatu. Sytuacja się powtarza kolejnych kilka razy, znów obietnice i znów nic się nie dzieje. Sfrustrowana skarżę się w końcu dyrektorowi HR. Ten deklaruje się pomóc, jednakże mija kolejny tydzień i wciąż nie dostajemy oczekiwanego dokumentu. Wtedy pojawia się skarga do dyrektora projektu, który jest osobą niezwykle zajętą, tak, że trzeba mu przypomnieć kilka razy. Ostatecznie coś się rusza. Dostajemy wreszcie dokument! Niestety chwilowa radość szybko znika, gdyż dokument okazuje się niewłaściwy. Nastąpiła pomyłka HR, zwykle powodem jest jakiś banał wynikły z jego niestaranności. I wtedy cały proces trzeba zaczynać od początku!
Ciężko to w ogóle opisać. Ale wyobraźcie sobie, że dana osoba siedzi w pracy nie robiąc nic, nawet jeśli kilkakrotnie się jej o tym przypomina. Bierze się za daną rzecz dopiero, gdy wszystko jest już tak spóźnione, że ma duży wpływ na cały projekt i sfrustrowani pracownicy walą drzwiami i oknami, że trzeba to w końcu zrobić.
Od początku zostałam poinformowana przez HR, że jako kobiecie będzie mi ciężko wyrobić niezależną wizę w Arabii. Toteż najlepszym sugerowanym wyjściem było zaaranżowanie przez firmę wizy w pierwszej kolejności mojemu mężowi, a potem dopisanie mnie do niej jako współmałżonki. Tutaj każda osobą przebywająca na wizie musi mieć „sponsora”, który poręcza za nią i jest odpowiedzialny za sprawy administracyjne. Sponsorem pracownika jest firma, a pracownik może być sponsorem dla rodziny, która jest „podpięta” pod jego wizę.
Wyrobienie długoterminowej wizy zwykle zajmuje kilka miesięcy.
Są jednak sposoby załatwienia wizy krótkoterminowej, tzw. Visit Visa. Visit Visa jest przyznawana na okres 3-6 miesięcy i uprawnia do wielokrotnych wizyt w kraju, nie dłuższych niż 30 dni.
W praktyce wygląda to tak, że pracownik przyjeżdża na Visit Visa, zostaje zatrudniony w firmie, jednakże co 30 dni musi opuścić kraj, chociażby odbywając szybką podróż do pobliskiego Bahrajnu. I chociaż nie jest to do końca legalne, poznałam ludzi, którzy pracowali kilka lat w ten sposób. Minusem takiego rozwiązania jest brak praw rezydenta - nie można założyć konta w banku ani wyrobić prawa jazdy (w przypadku mężczyzn). Plusem dla ludzi lubiących podróżować jest możliwość odbycia weekendowej wycieczki raz w miesiącu na koszt firmy. Jak dla mnie opcja niezwykle atrakcyjna w kraju, w którym obowiązuje całkowita prohibicja!
Pracowałam w ten sposób przez pierwsze osiem miesięcy i bardzo pasował mi taki układ. W ciągu tego czasu odbyłam podróże do Bahrajnu, Kataru, Istambułu, Dubaju i Kataru, częściowo płatne przez firmę.
Później wyrobiono mi stałą wizę jako żonie swojego męża i jakoś zaprzestano prób wyrobienia wizy pracowniczej. Chociaż wszystkie moje dokumenty wskazują na to, że nie mam pozwolenia na pracę, przez cały ten czas pozostaję zatrudniona. Taki saudyjski paradoks.
Dużo jeszcze można by pisać o perypetiach wizowych expatów. Niezwykle smutne są przypadki, gdy nowy pracownik przyjeżdża tutaj z nadzieją szybkiego sprowadzenia rodziny, a cały proces zajmuje 3 razy więcej czasu niż mu początkowo obiecano.
Jeden z moich kolegów czekał 7 miesięcy na wyrobienie wizy dla żony będącej w ciąży. Co tydzień obiecywano im niezwłoczne załatwienie papierów, które nie następowało. Ostatecznie udało jej się przyjechać do Arabii 10 miesięcy po swoim mężu. Tak więc uprzedzam wszystkich planujących sprowadzić tutaj rodzinę, że może to zając trochę czasu...
W mojej firmie jakieś 80-85% pracowników jest muzułmanami. Pracuje tutaj sporo Egipcjan i innych Arabów, po za Saudyjczykami. Oprócz tego liczna jest grupa Pakistańczyków i Hindusów (głównie z muzułmańskiej części Indii). Pozostałe 20-15%, co i tak jest dość dużym przedziałem jak na Arabię, to obcokrajowcy nie-muzułmanie. Zbieranina ludzi z Europy i Azji. Jednym słowem wielokulturowa mieszanka.
W wielu kwestiach, jak już pisałam wcześniej, dominuje podejście “Inshallah”. Oprócz tego rytm dnia wyznaczają muzułmańskie modlitwy, które odbywała się 5 razy dziennie. Praktykujący je muzułmanie przeważnie biorą na każdą z nich około czterdziestominutową przerwę. Jeżeli doliczymy do tego przerwę na lunch, wychodzi około 2-3 h dziennie spędzonych w czasie pracy na czynnościach innych niż praca. Czasy modlitw przesuwają się o kilka minut każdego dnia. Muzułmanie mogą odbyć modlitwę w przedziale dwóch godzin od ustalonej przez Koran pory. W konsekwencji ciężko jest przewidzieć, kiedy ktoś akurat wychodzi z biura, aby się pomodlić.
Siłą rzeczy czynniki te mają wpływ na produktywność firmy. Ja potrzebowałam kilku miesięcy, aby zrozumieć, ile tak naprawdę da się tutaj zrobić w ciągu jednego dnia. Musiałam zaakceptować fakt, że często, gdy potrzebuję czegoś pilnego od mojego zespołu, może go akurat nie być za biurkiem. Dlatego przybywającym tutaj obcokrajowcom potrzeba naprawdę duuuużo cierpliwości.
Co również da się zauważyć u mieszkańców Bliskiego Wschodu to brak umiejętności przewidywania i rozwiązywania problemów. Myślę, że szczególnie w Arabii jest to rezultatem stylu życia zamożnych mieszkańców. Wyobraź sobie młodego absolwenta saudyjskiego uniwersytetu, który rozpoczyna pierwszą pracę w życiu i jest to również pierwszy moment, w którym jest odpowiedzialny za wykonanie czegokolwiek. Wcześniej nie musiał pracować, nigdy nie sprzątał domu, nie gotował, gdyż miał od tego służbę, a dodatkowo rodzinie nigdy nie brakowało pieniędzy. W rezultacie osoba taka przychodzi do pracy nie umiejąc, a nawet nie rozumiejąc, na czym polega motywacja, dążenie do celu i odpowiednie planowanie. Oczywiście są też wyjątki zwłaszcza wśód ludzi, którzy studiowali za granicą, ale ja osobiście niewielu ich poznałam.
W kulturze Zachodu dzieci wychowuje się tak, że pomagają w obowiązkach domowych. W większości przypadków nie jest to jakaś ciężka praca, ale ponieważ przeciętna rodzina nie pokojówek czy kierowców na posyłki, jest zdana na siebie, poszczególne zadania podzielone są pomiędzy członków rodziny. Również sytuacja materialna zmusza do oszczędności, planowania wydatków i przewidywania potencjalnych problemów. A więc już same warunki, w których wychowaliśmy się w Europie uczą nas bardziej pragmatycznego podejścia do życia. Iluż z nas klepało biedę w trakcie studiów i musiało zapracować na pierwszy samochód? Dla porównania u młodego Saudyjczyka wszystko przychodzi łatwo. W moim biurze świeżo upieczony absolwent dojeżdża do pracy nowym Fordem Taurusem w luksusowej wersji.
Kultura pracy w Arabii wpływa na pracowników zagranicznych na dwa sposoby w zależności od firmy. Z jednej strony nie ma tutaj zwariowanego tempa ani stresu tak jak w Europie. Jeżeli nie spełni się jakiegoś „deadlinu”, zawsze można się usprawiedliwić. Managerowie nie naciskają aż tak mocno i są wyrozumiali. Czasami mam wrażenie, że bardziej liczy się bycie miłą osobą dla innych w firmie niż rzeczywista produktywność. Z drugiej jednak strony od przyjezdnych z Zachodu wymaga się próby usprawnienia istniejącego sposobu pracy i transferu systemów z ich krajów. Zwykle Europejczycy zarabiają tutaj całkiem sporo, w porównaniu do pracy we własnym kraju, ale też dlatego stawia się im więcej wymagań niż Arabom.
Często jesteśmy jedynymi osobami, które „coś robią”, a co więcej - aby cokolwiek zamknąć, muszą zrobić pracę za wszystkich innych w około.
W chwili obecnej, z powodu niskich cen ropy, panuje zastój w sektorze budowlanym i innych sektorach finansowanych przez państwo. Co prawda zdarzają się wyjątki. Np nasz projekt metra wciąż jest finansowany i jest w tej chwili priorytetem. Da się jednak zauważyć sporo rozpoczętych i zaprzestanych budów centrów handlowych, osiedli itp.
Największym tego typu opustoszałym projektem w Rijadzie jest The King Abdullah Financial District (KAFD) - na zdjęciu. Chociaż tutaj nie chodziło tylko o kryzys, dużo mówiło się w ostatnich miesiącach o aferach łapówkowych, w które zamieszana była elita Rijadu - ale to już temat na osobny artykuł...
W chwili obecnej rząd kładzie nacisk na jak największe zatrudnienie obywateli. Firma prowadząca projekt w Arabii zobowiązuje się do określonej liczby Saudyjczyków przypadających na resztę zatrudnionych. Jest to tzw. procent saudyzacji (Saudasation). Ponieważ zawody techniczne nie są zbyt popularne w Arabii, w firmach inżynierskich określony procent saudyzacji jest osiągany poprzez obsadzanie Saudyjczyków na wszelkich stanowiskach administracyjnych, HR i w finansach.
Okazało się że saudyjski HR jest najmniej efektywnym i pragmatycznym tworem, jaki kiedykolwiek widziałam w jakiejkolwiek firmie. To jest niestety jedna z największych bolączek i minus pracy z Saudyjczykami.
Wszelkie sprawy administracyjne zajmują kilkakrotnie więcej czasu niż w Europie. Doświadczenia wszystkich expatów są w tej kwestii podobne. Każdą najmniejszą pierdołę trzeba załatwić samemu. Ludzie odpowiedzialni za dane kwestie są ostatnimi osobami zainteresowanymi ich załatwianiem. Nie wiem, ile czasu słyszeliśmy, że coś już jest załatwione lub będzie, ale zwykle nic z tego nie wynikało.
Wygląda to mniej więcej tak: pojawia się prośba o jakiś pilny papier, została pozytywnie przyjęta przez HR, który obiecuje dostarczyć go niezwłocznie. Mija pierwszy tydzień – nic się nie dzieje. No więc przypomnienie do HR i kolejna obietnicą załatwienia sprawy. Mija drugi tydzień i znowu brak rezultatu. Sytuacja się powtarza kolejnych kilka razy, znów obietnice i znów nic się nie dzieje. Sfrustrowana skarżę się w końcu dyrektorowi HR. Ten deklaruje się pomóc, jednakże mija kolejny tydzień i wciąż nie dostajemy oczekiwanego dokumentu. Wtedy pojawia się skarga do dyrektora projektu, który jest osobą niezwykle zajętą, tak, że trzeba mu przypomnieć kilka razy. Ostatecznie coś się rusza. Dostajemy wreszcie dokument! Niestety chwilowa radość szybko znika, gdyż dokument okazuje się niewłaściwy. Nastąpiła pomyłka HR, zwykle powodem jest jakiś banał wynikły z jego niestaranności. I wtedy cały proces trzeba zaczynać od początku!
Ciężko to w ogóle opisać. Ale wyobraźcie sobie, że dana osoba siedzi w pracy nie robiąc nic, nawet jeśli kilkakrotnie się jej o tym przypomina. Bierze się za daną rzecz dopiero, gdy wszystko jest już tak spóźnione, że ma duży wpływ na cały projekt i sfrustrowani pracownicy walą drzwiami i oknami, że trzeba to w końcu zrobić.
Od początku zostałam poinformowana przez HR, że jako kobiecie będzie mi ciężko wyrobić niezależną wizę w Arabii. Toteż najlepszym sugerowanym wyjściem było zaaranżowanie przez firmę wizy w pierwszej kolejności mojemu mężowi, a potem dopisanie mnie do niej jako współmałżonki. Tutaj każda osobą przebywająca na wizie musi mieć „sponsora”, który poręcza za nią i jest odpowiedzialny za sprawy administracyjne. Sponsorem pracownika jest firma, a pracownik może być sponsorem dla rodziny, która jest „podpięta” pod jego wizę.
Wyrobienie długoterminowej wizy zwykle zajmuje kilka miesięcy.
Są jednak sposoby załatwienia wizy krótkoterminowej, tzw. Visit Visa. Visit Visa jest przyznawana na okres 3-6 miesięcy i uprawnia do wielokrotnych wizyt w kraju, nie dłuższych niż 30 dni.
W praktyce wygląda to tak, że pracownik przyjeżdża na Visit Visa, zostaje zatrudniony w firmie, jednakże co 30 dni musi opuścić kraj, chociażby odbywając szybką podróż do pobliskiego Bahrajnu. I chociaż nie jest to do końca legalne, poznałam ludzi, którzy pracowali kilka lat w ten sposób. Minusem takiego rozwiązania jest brak praw rezydenta - nie można założyć konta w banku ani wyrobić prawa jazdy (w przypadku mężczyzn). Plusem dla ludzi lubiących podróżować jest możliwość odbycia weekendowej wycieczki raz w miesiącu na koszt firmy. Jak dla mnie opcja niezwykle atrakcyjna w kraju, w którym obowiązuje całkowita prohibicja!
Pracowałam w ten sposób przez pierwsze osiem miesięcy i bardzo pasował mi taki układ. W ciągu tego czasu odbyłam podróże do Bahrajnu, Kataru, Istambułu, Dubaju i Kataru, częściowo płatne przez firmę.
Później wyrobiono mi stałą wizę jako żonie swojego męża i jakoś zaprzestano prób wyrobienia wizy pracowniczej. Chociaż wszystkie moje dokumenty wskazują na to, że nie mam pozwolenia na pracę, przez cały ten czas pozostaję zatrudniona. Taki saudyjski paradoks.
Dużo jeszcze można by pisać o perypetiach wizowych expatów. Niezwykle smutne są przypadki, gdy nowy pracownik przyjeżdża tutaj z nadzieją szybkiego sprowadzenia rodziny, a cały proces zajmuje 3 razy więcej czasu niż mu początkowo obiecano.
Jeden z moich kolegów czekał 7 miesięcy na wyrobienie wizy dla żony będącej w ciąży. Co tydzień obiecywano im niezwłoczne załatwienie papierów, które nie następowało. Ostatecznie udało jej się przyjechać do Arabii 10 miesięcy po swoim mężu. Tak więc uprzedzam wszystkich planujących sprowadzić tutaj rodzinę, że może to zając trochę czasu...
W mojej firmie jakieś 80-85% pracowników jest muzułmanami. Pracuje tutaj sporo Egipcjan i innych Arabów, po za Saudyjczykami. Oprócz tego liczna jest grupa Pakistańczyków i Hindusów (głównie z muzułmańskiej części Indii). Pozostałe 20-15%, co i tak jest dość dużym przedziałem jak na Arabię, to obcokrajowcy nie-muzułmanie. Zbieranina ludzi z Europy i Azji. Jednym słowem wielokulturowa mieszanka.
W wielu kwestiach, jak już pisałam wcześniej, dominuje podejście “Inshallah”. Oprócz tego rytm dnia wyznaczają muzułmańskie modlitwy, które odbywała się 5 razy dziennie. Praktykujący je muzułmanie przeważnie biorą na każdą z nich około czterdziestominutową przerwę. Jeżeli doliczymy do tego przerwę na lunch, wychodzi około 2-3 h dziennie spędzonych w czasie pracy na czynnościach innych niż praca. Czasy modlitw przesuwają się o kilka minut każdego dnia. Muzułmanie mogą odbyć modlitwę w przedziale dwóch godzin od ustalonej przez Koran pory. W konsekwencji ciężko jest przewidzieć, kiedy ktoś akurat wychodzi z biura, aby się pomodlić.
Siłą rzeczy czynniki te mają wpływ na produktywność firmy. Ja potrzebowałam kilku miesięcy, aby zrozumieć, ile tak naprawdę da się tutaj zrobić w ciągu jednego dnia. Musiałam zaakceptować fakt, że często, gdy potrzebuję czegoś pilnego od mojego zespołu, może go akurat nie być za biurkiem. Dlatego przybywającym tutaj obcokrajowcom potrzeba naprawdę duuuużo cierpliwości.
Co również da się zauważyć u mieszkańców Bliskiego Wschodu to brak umiejętności przewidywania i rozwiązywania problemów. Myślę, że szczególnie w Arabii jest to rezultatem stylu życia zamożnych mieszkańców. Wyobraź sobie młodego absolwenta saudyjskiego uniwersytetu, który rozpoczyna pierwszą pracę w życiu i jest to również pierwszy moment, w którym jest odpowiedzialny za wykonanie czegokolwiek. Wcześniej nie musiał pracować, nigdy nie sprzątał domu, nie gotował, gdyż miał od tego służbę, a dodatkowo rodzinie nigdy nie brakowało pieniędzy. W rezultacie osoba taka przychodzi do pracy nie umiejąc, a nawet nie rozumiejąc, na czym polega motywacja, dążenie do celu i odpowiednie planowanie. Oczywiście są też wyjątki zwłaszcza wśód ludzi, którzy studiowali za granicą, ale ja osobiście niewielu ich poznałam.
W kulturze Zachodu dzieci wychowuje się tak, że pomagają w obowiązkach domowych. W większości przypadków nie jest to jakaś ciężka praca, ale ponieważ przeciętna rodzina nie pokojówek czy kierowców na posyłki, jest zdana na siebie, poszczególne zadania podzielone są pomiędzy członków rodziny. Również sytuacja materialna zmusza do oszczędności, planowania wydatków i przewidywania potencjalnych problemów. A więc już same warunki, w których wychowaliśmy się w Europie uczą nas bardziej pragmatycznego podejścia do życia. Iluż z nas klepało biedę w trakcie studiów i musiało zapracować na pierwszy samochód? Dla porównania u młodego Saudyjczyka wszystko przychodzi łatwo. W moim biurze świeżo upieczony absolwent dojeżdża do pracy nowym Fordem Taurusem w luksusowej wersji.
Kultura pracy w Arabii wpływa na pracowników zagranicznych na dwa sposoby w zależności od firmy. Z jednej strony nie ma tutaj zwariowanego tempa ani stresu tak jak w Europie. Jeżeli nie spełni się jakiegoś „deadlinu”, zawsze można się usprawiedliwić. Managerowie nie naciskają aż tak mocno i są wyrozumiali. Czasami mam wrażenie, że bardziej liczy się bycie miłą osobą dla innych w firmie niż rzeczywista produktywność. Z drugiej jednak strony od przyjezdnych z Zachodu wymaga się próby usprawnienia istniejącego sposobu pracy i transferu systemów z ich krajów. Zwykle Europejczycy zarabiają tutaj całkiem sporo, w porównaniu do pracy we własnym kraju, ale też dlatego stawia się im więcej wymagań niż Arabom.
Często jesteśmy jedynymi osobami, które „coś robią”, a co więcej - aby cokolwiek zamknąć, muszą zrobić pracę za wszystkich innych w około.
W chwili obecnej, z powodu niskich cen ropy, panuje zastój w sektorze budowlanym i innych sektorach finansowanych przez państwo. Co prawda zdarzają się wyjątki. Np nasz projekt metra wciąż jest finansowany i jest w tej chwili priorytetem. Da się jednak zauważyć sporo rozpoczętych i zaprzestanych budów centrów handlowych, osiedli itp.
Największym tego typu opustoszałym projektem w Rijadzie jest The King Abdullah Financial District (KAFD) - na zdjęciu. Chociaż tutaj nie chodziło tylko o kryzys, dużo mówiło się w ostatnich miesiącach o aferach łapówkowych, w które zamieszana była elita Rijadu - ale to już temat na osobny artykuł...


Komentarze
Prześlij komentarz